GeoZakręcona przez świat i życie :)

Kambodża rady praktyczne

Tag: Ciekawostki Strona 14 z 15

Dyniowe szaleństwo

Dyniowe szaleństwo. Kiedy przychodzi jesień, wszyscy już myślą o spadających liściach i złotej pięknej jesieni, ale także o ciemnych, zimnych wieczorach, z pluchą dookoła i jesiennym smutkiem…

Ale jest jedna rzecz, która właśnie pojawia się o tej porze roku. Są to dynie i dyniowe szaleństwa 🙂 Wszyscy kupują dynie, małe i duże, chwalą się swoimi dyniowymi specjałami. A dzieci wycinają groźne twarze, przygotowując swoje dynie na Halloween.  Dyniowe szaleństwo

Wyspa Lalek – mroczne znalezisko w Niemczech

Wyspa Lalek w Niemczech? Oczywiście…

Wyspa Lalek związana z geocachingiem, a nie Meksykiem…

Jak wszyscy wiedzą GeoZakręcona wzięła się troszkę od geocachingu.

Co to jest dokładnie, zobacz tutaj, jeśli jeszcze nie wiesz: Geocachig aktywny sposob spedzania wolnego czasu. 

W skrócie to fajna zabawa polegająca na szukaniu skarbów za pomocą koordynatów GPS, a skrytki te są umieszczonych na całym świecie.

Podczas każdej z moich podróży staram się znajdować takie właśnie geokesze. Nie dość, że pokazują one najważniejsze zabytki w danym miejscu, to także przedstawiają historię i ciekawostki, których czasem nie znajdziesz w przewodnikach.

I tak oto w Niemczech trafiłam na dziwne miejsce, właśnie szukając takiego skarbu…Wyspa Lalek - mroczne znalezisko w Niemczech

Hamburg – miasto tysiąca mostów

W czasie swoich ostatnich wojaży udało mi się odwiedzić Hamburg, niestety tylko weekendowo, w związku z tym zwiedzanie i wszelkie atrakcje były w tempie ekspresowym. Ale już wiem, że jest to miasto z potencjałem do zobaczenia w przyszłości… na spokojnie i na dłużej i zapewne jeszcze tu będę nie raz 🙂

Największą ciekawostką jest to, że Hamburg to miasto z największą ilością mostów na świecie. Jedynie 2302 mosty i jest to większa ilość niż w Amsterdamie i Wenecji razem wzięte. Sama tego nie wiedziałam, bo jakoś całe życie myślałam, że to w Amsterdamie jest „milion” mostów, po których przejeżdżałam rowerem, a tu taka niespodzianka 🙂

I faktycznie w centrum miasta tych mostów jest tak dużo, że później już nawet człowiek nie zdaje sobie sprawy z ich ilości…

Jeden w jedną stronę, drugi w drugą… przy takiej ilości, nie do policzenia 😉Hamburg - miasto tysiąca mostów

Gouda – serowe szaleństwo

Gouda serowe szaleństwo i pomysł na fajny weekend.

Tulipany, chodaki, wiatraki i ser – to najczęściej przedstawiane na całym świecie symbole Holandii.

Ja jednak zawsze i wszędzie wybieram sery i dlatego zakochałam się najbardziej w uroczym i serowym miasteczku, czyli w Goudzie.  To 70-tysięczne miasteczko odwiedza rocznie pół miliona turystów i wcale im się nie dziwię dlaczego…

Podczas mojego pobyty w Holandii, zwiedzanie Goudy, był obowiązkowym celem wyjazdu i każdy już, od samego początku, się cieszył na myśl o smakowaniu serowych pyszności.

Tulipany, wiatraki i sery – Holandia

Tulipany, wiatraki i sery – Holandia

Tulipany, chodaki, wiatraki i ser – to najczęściej podawane symbole Holandii, kraju w Polsce jeszcze mało znanego i głównie kojarzonego z wielkim Amsterdamem. W Amsterdamie byłam także i jest on przepiękny ze swoimi kanałkami, rowerowym zwiedzaniem, browarami Heinekena czy Grolscha…

Ale oprócz dużych miast, do których z reguły przybywają tłumy, jest mnóstwo mniejszych, urokliwych, w których również można miło spędzić czas.

I bez takich dzikich tłumów jak w Amsterdamie 😉 Tulipany, wiatraki i sery - HolandiaMoje ulubione miasteczko Gouda. Zakochałam się w nim i oczywiście w serach od pierwszego wejrzenia 🙂 To 70-tysięczne miasteczko odwiedza rocznie pół miliona turystów i wcale sie nie dziwię dlaczego 🙂 Tulipany, wiatraki i sery - Holandia

Brema i bremeńskie perełki

Brema i bremeńskie perełki.

Klimatycznie uliczki z lat 20 pełne sklepików z wyrobami bremeńskich rzemieślników. Bohaterowie z baśni braci Grimm, promenada nad Wezerą…
Jedne z bardziej urokliwych niemieckich miast, w których byłam 🙂

Brema jest jednym z dziesięciu najpopularniejszych miast w Niemczech i jest pełna uroku. Każdy z reguły wybiera Berlin czy Monachium na weekendowe zwiedzanie, a mniejsze miasta są pomijane. Tutaj na mojej wyprawie do Holandii, zupełnie przypadkiem zatrzymałam się w Bremie. I całkowicie się zachwyciłam. Bulwary, Stare Miasto, uliczki, którymi przechadzając się, można się poczuć tak, jakbyśmy odbyli podróż w czasie do lat 20.

Coś pięknego! I wiem, że jeszcze tam wrócę na dłużej, bo jeden dzień czy dwa to zdecydowanie za mało 🙂  Bremeńska perełkaNajbardziej urzekło mnie Stare Miasto, które skupia się wokół imponującego ratusza, znajdującego się na rynku. Symbolem miasta są oczywiście także „Muzykanci z Bremy”, słynni na cały świat bohaterowie baśni braci Grimm. Dlatego dla mnie całe miasto to jedna wielka bremeńska perełka i stąd tytuł tego wpisu.

Trójstyk granic – Krzemieniec

W czasie swoich podroży uwielbiam odkrywać ciekawe miejsca i lokalne perełki. Jedną z takich perełek podczas pobytu w Bieszczadach był Krzemieniec – Trójstyk granic. Trójstykiem nazywa się punkt, w którym spotykają się granice trzech państw. W Polsce istnieje tylko sześć takich miejsc – jednym z nich jest bieszczadzki szczyt o nazwie Krzemieniec (1221 m n.p.m.), na którym stykają się granice Polski, Słowacji i Ukrainy. Bieszczadzki Krzemieniec nazywany tez Kremenarosem jest więc szczytem wyjątkowym, bo to jedyne miejsce w Polsce, gdzie stykają się trzy granice: polska, słowacka i ukraińska.

Wcześniej też byłam na trójstyku na granicy węgiersko – słowacko – austriackiej, fajne uczucie kiedy stojąc na słupku granicznym każda część twojego ciała jest w innym kraju 😉 Dlatego takie ciekawostki tym bardziej zwiedzam i chcę zobaczyć osobiście.

Szczyt na trójstyku nie wyróżnia się niczym szczególnym na tle innych pobliskich szczytów. Jest to zalesiony wierzchołek na wododziałowym grzbiecie Karpat. Jednak mimo wszystko stał się on jedną z większych atrakcji turystycznych w okolicy; po pierwsze jest to najwyższy szczyt słowackiej części Bieszczadów (przez Słowaków zwanych Bukowskimi Wierchami) a drugim bardzo ważnym powodem jest wspomniany własnie trójstyk.Trójstyk granic - Krzemieniec

Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu

W czasie swoich podroży, uwielbiam odkrywać lokalne perełki. Jedną z nich w okolicach Nowego Sącza było Miasteczko Galicyjskie. Będąc w nim, przenosisz się w czasie do XIX wieku i poznajesz klimat dawnych miasteczek z tamtych czasów.

Ciekawe miejsce rodzinny wypad a dla mnie miało tym większy urok, ze byłam tam zupełnie sama i mogłam na spokojnie wszystko zobaczyć i zrelaksować się na kawie w kawiarni galicyjskiej. Oddalone 3 kilometry od rynku, więc dojdziesz tu na piechotę, lokalnym autobusem czy samochodem.

MIASTECZKO GALICYJSKIE jest rekonstrukcją fragmentu zabudowy małomiasteczkowej, obejmuje niewielki plac rynkowy i pierzeje z kilkunastoma domami. Miasteczko przybliża atmosferę małych miasteczek dawnej prowincji monarchii austro-węgierskiej z przełomu XIX i XX wieku. Przy realizacji tego projektu wzorowano się na ówczesnej architekturze Nowego Sącza, Ciężkowic, Czchowa i innych małopolskich miasteczek. Wszystkie budynki na terenie miasteczka to rekonstrukcje istniejących bądź już nieistniejących obiektów architektonicznych z galicyjskich miasteczek.

Miasteczko Galicyjskie w Nowym Sączu

Chatka Puchatka i bieszczadzkie anioły…

Chatka Puchatka i bieszczadzkie anioły…

Człowiek całe życie „chodzi” po górach, zwiedza różne miejsca, a Bieszczady były zawsze jakoś nie po drodze. W tym roku, w kwietniu, spontanicznie podjęłam decyzję, że rzucam wszystko i jadę w Bieszczady 😛

Może nie wszystko, a pracę na tydzień urlopu, znajomych, którzy nie mogli w tym terminie i tak sama wyruszyłam na podbój bieszczadzkich szlaków. Oczywiście sama zupełnie nie byłam, bo jak to w górach zawsze są dobre „anioły” dookoła.

Bieszczady mnie zachwyciły, Tarnica, Krzemieniec, połoniny i słynna Chatka Puchatka. Był to punkt obowiązkowy, mimo że już wiedziałam o smutnej historii schroniska i jego ajencie, skromnym wyposażeniu tylko dla hardcorów. Co roku jest tu mnóstwo turystów z całej Polski, którzy chętnie odwiedzają schronisko.

Latem jest tu bardzo tłoczno i ciężko usiąść przy wolnym stole. Ja byłam w kwietniu, poza sezonem, więc przy schronisko było dosłownie 2 osoby – jak się okazało z Gdańska, też pierwszy raz w Bieszczadach, z którymi chętnie wymieniłam się bieszczadzkimi planami, oraz dwie pary idące dalszymi szlakami.

Jak widać, więc można ominąć szalone tłumy ludzi przyjeżdżając w innych miesiącach niż wakacyjne.Jak mówią niektórzy, Bieszczady odwiedza się je tylko raz, a potem się tu już tylko wraca.

Morsowanie

Morsowanie – zimna woda – zdrowia doda

Morsowanie zdobywa coraz więcej fanów w każdym wieku – „Mors” to potoczne określenie osoby kąpiącej się w zimnej wodzie, zazwyczaj podczas jesienno-zimowego okresu.

Morsowanie pierwszy raz może okazać się trudne, ale z każdym kolejnym wejściem do wody, ciało coraz bardziej przyzwyczaja się do zimna.

W sezonie zimowym bardzo często można spotkać kluby morsów, których członkowie regularnie się spotykają i morsują.

Adaptacja do zimna to cenna umiejętność organizmu, dzięki której ciało człowieka jest odporne na niskie temperatury i potrafi w nich sprawnie funkcjonować.

A regularne dostarczanie organizmowi zimnych bodźców, powoduje zwiększenie tolerancji na zimno, jak i wahania temperatury otoczenia, czyli lepszą adaptację. Jeśli jesteś zdrowy i pełni sił, po każdym morsowaniu będziesz chciał więcej.

Nie dość, że jest to super zabawa, to jeszcze ma wiele pozytywów 🙂   

Strona 14 z 15

Oparte na WordPress & Theme by Anders Norén

error

Podoba Ci się mój blog? Udostępnij go dalej :)

Follow by Email
YouTube
YouTube
Set Youtube Channel ID
Instagram
Verified by MonsterInsights