Coronavirus w Tajlandii, jak wygląda sytuacja w kraju a dokładnie w mieście Krabi, w którym teraz przebywam. W filmiku poniżej chciałam się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami na temat obecnej sytuacji 🙂 To mój pierwszy filmik w roli głównej ze mną, więc proszę o wyrozumiałość 🙂

Tak jak zostało wspomniane w moim mieście i na wielu okolicznych wyspach zostały zamknięte wszystkie restauracje, bary, dyskoteki czy salony masażu. Wiele atrakcji jest niedostępnych, nie kursuje wiele promów, czy łodzi. W niektórych miejscach zostały zamknięte nawet plaże a turyści mają zakaz przemieszczania się. Na ulicach co parę kilometrów można spotkać lokalne checkpointy, w których sprawdzania jest nasza temperatura a także cel naszego przejazdu; nie można się więc przemieszczać z jednej prowincji do drugiej bez ważnego powodu. Dlatego wiele miejsc jest trochę odciętych od świata…

Na początku kwietnia większość hoteli została zamknięta dla turystów, pojawiła się informacja, że należy znaleźć sobie prywatne miejsce by tu zostać lub przenieść się do hoteli wskazanych przez gubernatora, które były kilkakrotnie droższe niż normalny pobyt w hotelu czy hostelu. Z tego względu wiele osób, w tym także ja, grupowo zamieszkało w wielkich prywatnych domach z basenami czy ogrodami, spędzając naszą kwarantannę w międzynarodowym towarzystwie.

Na terenie całej Tajlandii została wprowadzona także godzina policyjna – między godziną 22 a 4 rano, gdzie nie można wychodzić poza swój dom, inaczej może się to wiązać z licznymi mandatami. Tak samo jest z maseczkami na twarzy, jeszcze kilka dni temu w sklepie wszyscy chodzili jak chcieli: z maseczkami, czy bez; a teraz noszenie maseczek jest obowiązkowe. W restauracjach jedzenie sprzedawane jest na wynos, a na wiele targów bez maseczki i zbadanej temperatury możesz nie zostać wpuszczony.

Jeśli chodzi o sytuację w sklepach, codziennie badana jest temperatura ciała, a przed wejściem należy również skorzystać z płynu dezynfekującego. Niedawno także został wprowadzony zakaz sprzedaży alkoholu do końca miesiąca; na początku tylko w określonych godzinach, teraz już w ciągu całego dnia.

Aczkolwiek teraz kiedy to piszę, mam wrażenie, że tych nakazów jest coraz mniej…

W sklepie już nikt temperatury nie sprawdza, miejsc jest coraz więcej otwartych dla ludzi, na mieście można spotkać otwarte salony masażu czy restauracje, a prywatni właściciele łódek podchodzą i pytają o możliwość wycieczek…A co można robić w czasie wolnym?

Puste plaże, szum fal, cisza,  spokój i czas na nadrobienie zaległości. Każdy ma swoją kwarantannę i ja też. Szkolę angielski, ćwiczę, czytam książki, spaceruję ile się da po pustych plażach… bo ileż to można siedzieć w domu mając dwa kilometry plaży tylko dla siebie 😎
Tutaj gdzie mieszkam akurat jest trochę jak kiedyś u babci na wsi… pieją kury, dzieci kąpią się ze szlauchem przed domem, a od sąsiada obok można pożyczyć cukru do naleśników…

Oczywiście można też siedzieć w domu i robić milion rzeczy, na przykład też gotować… jadąc tutaj nie myślałam, że będę smażyć polskie naleśniki, swoją drogą polecam z jogurtem i mango – smakują obłędnie 🤩

Ale także można zwiedzać najbliższe okolice. Nie ma przymusu siedzenia w domu, plażę u mnie są otwarte, a na checkpoincie na ulicy lokalni strażnicy przepuszczają bez problemu i jeszcze lokalsi chętnie pomagają jak dojść dokładnie do celu. Zwiedzanie połączone z geocachingiem, czyli szukaniem skarbów – jeśli nie wiesz co to, kliknij tu Geocaching aktywne spędzanie czasu.

Gdyby nie to, nie odkryłabym cudownej plaży tylko dla mnie, nie zobaczyłabym wielkiego odpływu i setki ludzi maszerujących do wody w poszukiwaniu małży. Nie stałabym pośrodku morza w wodzie po kostki, pomiędzy tysiącami krabów, szukając z lokalsami małży jadalnych… Nie zgubiłabym klapka w ruchomych piaskach i błotku, gdzie musiałam go siłą wyciągać i byłam umorusana czarną mazią… I nie widziałabym również tajskich slumsów, jeśli tak można to nazwać… bardzo brzydkich, biednych domów z rozwalającymi się dachami, w których siedziały całe rodziny, zwierzęta…

Z jednej strony eleganckie resorty a tuż za nimi bieda…

Można także zaprzyjaźnić się z sąsiadami, którzy codziennie przynoszą jakieś miłe, jedzeniowe niespodzianki. A to mango sticki rise, a to jajka, a to pad taje czy soki… jak widzą drzwi otwarte to przychodzą i oczywiście zapraszam ich do środka, a jak nie ma nikogo w domu to wieszają torby z jedzeniem na drzwiach na klamce 🤩

Jednym słowem u mnie na kwarantannie, czy też bez, zawsze dużo się dzieje 😋

A co ja w ogóle tu robię? Tak jak niektórzy wiedzą jestem teraz w Tajlandii, trochę przymusowo drugi miesiąc z racji obecnej sytuacji na świecie z pandemią coronavirusa. Ale była to moja świadoma decyzja by tu zostać; mimo możliwości powrotu do Polski, nie chciałam wracać by siedzieć zamknięta w czterech ścianach. Od lutego zaczęłam spełniać swoje największe marzenie, czyli podróż dookoła świata… Samotna wyprawa i podroż w nieznane Najpierw Katar, potem cudowny miesiąc w Indiach, w których zakochałam się do szaleństwa… a teraz Tajlandia… i zobaczymy co będzie dalej…

Tutaj mimo zakazów i też wielu ograniczeń, przynajmniej mogę siedzieć na plaży. A jak większość moich znajomych wie: słońce, plaża i parę innych rzeczy i więcej do szczęścia mi już nic nie potrzeba 😛

Please follow and like us: