Dzisiaj będzie o smutnym wydarzeniu na blogu ale w radosnych nastrojach…

Mianowicie tajski pogrzeb. Zostałam zaproszona bowiem, przez moich tajskich przyjaciół na ceremonię pogrzebową w moim mieście i mogłam osobiście poznać tajski sposób na pożegnanie zmarłego.Zmarła mama mojej znajomej, pani w wieku 84 lat i byłam bardzo zdziwiona, kiedy moja znajoma zaprosiła mnie jej pogrzeb. Bo ani nie jestem żadną rodziną, ani nie znałam jej mamy. Ale ona stanowczo powiedziała, żebym przyszła i będzie bardzo za to wdzięczna.

Na początku nie bardzo wiedziałam czy iść, czy nie, bowiem pogrzeb miał się odbyć w świątyni, ja nie bardzo znałam zasady, co wypada co nie, czy trzeba coś przynieść i jak się ubrać. Ale pomyślałam sobie, że to na tajskim pogrzebie jeszcze nie byłam, ubrałam się skromnie i na czarno i pamiętając by zakryć ramiona i kolana – skoro uroczystość w świątyni, to tak nakazują zasady i na pogrzeb poszłam.Najważniejszą rzeczą podczas ostatniej ceremonii jest to, że jest to uroczystość radosna. Według tajskich obrządków – buddyzmu – śmierć osoby to wydarzenie radosne, bowiem jest ona bliżej Nirwany.

W związku z tym cała rodzina i przyjaciele spotykają się i radośnie spędzają czas. Jest to rodzaj dużego spotkania, w którym oczywiście wszyscy się modlą i celebrują wydarzenie, ale też jedzą, piją, kupują losy na loterii…

Wydarzenie bardzo radosne, jak dla mnie taka stypa tylko, że na wesoło.W głównym miejscu przy świątyni podczas całej uroczystości stoi trumna bogato ozdobiona w kwiaty, owoce i zdjęcia zmarłej pani, gdzie po kilkudniowym radosnym „czuwaniu” i modlitwie (tutaj po 5 dniach), zostaje przeniesiona w żałobnym kondukcie do miejsca kremacji.

Dowiedziałam się od rodziny, że oni tutaj czuwali przez 5 dni zapraszając swoich gości czy w dzień czy w nocy. Jedni byli całe 5 dni, inni przyszli tylko na kilka godzin, ale każdy o ile mógł, chciał przyjść by pożegnać zmarłą znajomą.

Ciekawostką jest tutaj także to, że zwłoki obmywa się wodą kokosową…Wieczorem takie czuwanie wygląda dla nas zupełnie inaczej, niż każdy myśli.

Bowiem trumna jest wystawiona w głównym miejscu – czasem dosłownie na środku ulicy, obok są stoły, krzesełka, jedzenie i picie, a co najdziwniejsze dla naszych zwyczajów, jest wesoła muzyka i kolorowe światełka jak na dyskotece.

Kilka razy przejeżdżałam obok takich miejsc i byłam zdziwiona jak to wygląda. Nawet czasem było mi głupio, bo rodzina podchodziła do mnie, zagadywała skąd jestem, co ja tu robię, była bardzo zadowolona, że się zatrzymałam niż tak jak u nas, rodzina przeżywa smutek i płacze za zmarłym…W miejscu kremacji, po kolejnych modlitwach przez rodzinę, następuje wręczenie darów dla uczestniczących w wydarzeniu mnichów i podziękowania dla zebranych.

Potem są wspólne zdjęcia przy trumnie, modlitwa mnichów i przeniesienie przez nich i rodzinę, trumny do wieży kremacyjnej. Tutaj następujące ostatnie pożegnanie zmarłej i ostatnia modlitwa.

Przed wejściem do wieży, każdy jeszcze otrzymuje papierowe i drewniane kwiatki z drzewa sandałowego i kadzidełka i to wszystko składa jako ostatnią cześć dla zmarłej przed trumną… Rodzina stoi przy zmarłej po dwóch stronach trumny i dziękuje każdemu za przybycie, a na koniec wręcza mały słodki upominek.

Następnie wokół wieży kremacyjnej rozbrzmiewa muzyka, sztuczne ognie i barwne, kolorowe dymy…Po czym z małego budynku obok, mały Anioł z podpaloną strzałą, zmierza w stronę trumny i wyrzuca strzałę…

Trumna się zapala…

Nikt nie płaczę, nikt się nie smuci…Za dwa dni, według zwyczaju, rodzina przyjdzie z po prochy zmarłej i część z nich w urnie umieści w pobliskiej świątyni a resztę w swoim domu na ołtarzyku…

Tak to wygląda… zwyczaje zupełnie inne niż nasze polskie… ale może tak powinno być?

Zmarły jest bliżej swojego Boga i jest to radosne wydarzenie?

Ja chyba też bym wolała aby moja rodzina, czy przyjaciele cieszyli się radowali wspólnie niż płakali nad moimi zwłokami…

Zresztą tak samo jak tutaj, moim ostatnim życzeniem jest rozsypanie moich prochów na cztery strony świata…Co myślicie o takim obrządku?

 

 

Please follow and like us: