Weekendowy wypad do Königsberg/Królewca/Kaliningradu* – spostrzeżenia kulinarne

* – niepotrzebne skreślić 🙂

Wszystko zaczęło się od elektronicznej wizy do Rosji, a dokładnie do Obwodu Kaliningradzkiego. Strona Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji jest prosta w obsłudze, niezwykle przyjazna, prosta i intuicyjna, wręcz łopatologiczna, zachęcająca do składania wniosków – 5 minut wypełniania, wgrane zdjęcie i wysłane. Następnego dnia już dostałam zgodę na wjazd na teren Obwodu Kaliningradzkiego Federacji Rosyjskiej. Pamiętaj by piękną wizę wydrukować, bo jest niezbędna na granicy – co ciekawe przy wjeździe i przy wyjeździe z Rosji – tak więc dbajcie o nią bardzo!

Poza zwiedzaniem były też doświadczenia kulinarne….Zdobycze wyprawy: zacznijmy od płynów – jedna z najdroższych i jedna z najtańszych wódek rosyjskich (bardzo praktycznie od razu w gustownym szkle), dla każdego według potrzeb, dla każdego wg zasług. Choć Rosjanie wódki nie popijają to ja tak, więc: KWAS – legendarny, tradycyjny, znany od XVI wieku narodowy napój wschodu Europy. P R Z E P Y S Z N Y ! – dlaczego więc u nas tradycja zgasła tego napitku? Dlaczego mając taki produkt wolimy Coca-Cole? Kwasie wróć! Podobno najlepszy jest białoruski, może kiedyś dane mi będzie sprawdzić.

W restauracji, do kolacyjnego barszczu w wersji z rybą i obłędnie pysznych pielemieni w rosole z gęstą śmietaną z koperkiem, piłam jeszcze mors – i to kolejna rewelacja! Spośród różnych smaków wybrałam tradycyjny, żurawinowy. To coś pomiędzy kompotem, a kisielem tylko lepszy od obu razem wziętych! Mogłabym to pić codziennie.Skoro Rosjanie nie popijają po toastach to wcinają coś na ząb: przepyszny boczek w czosnku, kupiony na targowisku, świeżutki, mięciutki, mocno natarty czosnkiem… – nie, nie odważyłam się kupić słoniny (ale mam przynajmniej na zdjęciach :)), jednak mój sześciopak zaprotestował! 100% tłuszczu w tłuszczu – lubię próbować nowe rzeczy jak hakarl w Islandii czy brazylijskie bawole jądra… ale jedzenie słoniny… to nie na mój żołądek 😛

No i odkrycie wyjazdu bo dotychczas nie znałam tego specjału: чурчхела – czurczchela (gruz. – ჩურჩხელა) wg. Wikipedii: gruziński deser produkowany z orzechów i winogron, gdzie orzechy są wiązane nićmi, gotowane w soku z winogron i masie z mąki kukurydzianej oraz cukru i tworzą coś jakby na kształt podłużnych batonów. Według mnie cudownie deser i przekąska w jednym, pyszny glut, zwany przeze mnie na początku kiełbaską (bo tak to wygląda z daleka) z zatopionymi bakaliami – orzechy włoskie, migdały, nerkowce, suszone śliwki i inne owoce, co kto lubi. Osobno lub pomieszane, a wersji a la salami granat z orzechami włoskimi. Znaleźliśmy je na targu, wisiały sobie nad każdym stoiskiem z bakaliami.Nie znajduje słów na opisanie wrażeń i szaleństw zmysłów jakich doznałam na Управляющая Рынком Компания (Upravlyayushchaya Rynkom Kompaniya) czyli Центральный рынок (Tsentral’nyy Market) czyli po prosty na Rynku Centralnym w Kaliningradzie!

Wielki Market niedaleko Placu Pobiedy, tu znajdziesz wszystko: ciuchy, buty, pamiątki i badziewiakowo, ale przede wszystkim artykułu spożywcze: ryby prosto z morza i już uwędzone, kawiory, mięsa i wędliny, miody, także domowe dżemy, kiszonki, mleko, sery i artykuły mleczne prosto „ze wsi”, słodycze, warzywa i owoce, lokalne i jak i z daleka, przyprawy i bakalie… i nawet chodzące Panie sprzedające pajdę chleba z lokalnym serem, z kotletem i z jajkiem czy inne kanapki i przekąski na szybko… Jak to na bazarze bywa!

Zachęcały wyroby mleczne, naprawdę wielki wybór serów białych i żółtych ale nie odważyłam się podejść do tej Pani – 100% Rosji w Rosji! Z kiszonkami było łatwiej…

Warto odwiedzić to miejsce i nacieszyć się obrazami, zapachami i smakami… warto popróbować specjałów (sprzedawcy chętnie częstują), warto choć na chwilę się zatrzymać, przyjąć kęs, posmakować, porozmawiać lub przynajmniej wymienić uprzejmości (warto nauczyć się kilku prostych miłych słów, nie jest trudne, a przełamuje lody), a na koniec cokolwiek kupić (ceny bardzo zachęcają: czurczchela – 60 Rubli czyli 3,60 PLN), bo życie na rynku to nie tylko wystawa towarów (choć wyglądają jak obrazy i wszystko jest równiutko ułożone jak od linijki) ale to życie społeczne i handel dla zarobku. My zrobiliśmy całkiem udane zakupy, ale z perspektywy szybko topniejących zapasów wygląda na to, że za małe… Jeszcze wiszą u mnie w domu w kuchni i czekają na zjedzenie, ale coś czuję, że za kilka gryzów nie będzie już co wisieć 🙂

A tak na poważnie, to zachęcam wszystkich do próbowania nowych smaków. Nawet jak czegoś nie znamy, to właśnie tym bardziej spróbować… Mors do pierogów popijany chrzanówką? Wódka w słoiku? Najdroższy alkohol kupiony za śmieszne pieniądze… takie kulinarne pamiątki fajnie się próbuje już na miejscu w domu. Przywołują wszystkie wspomnienia związane z wyjazdem. A jakby nie było jest to jedna z części każdej naszej dalekie i bliskiej wyprawy 🙂

Może macie coś specjalnego, co zawsze przywozicie ze swoich wypraw? I lubicie to później powspominać?

Jeśli Kaliningrad Was zachwycił i chcecie tam jechać, to zajrzyjcie koniecznie jeszcze do dwóch artykułów dotyczących tego miasta:

Weekendowy wypad do Königsberg/Królewca/Kaliningradu* – zwiedzanie

Weekendowy wypad do Königsberg/Królewca/Kaliningradu* – rady praktyczne

Jestem ciekawa Waszych opinii na temat tego miasta i czy Wam również się podobało? 🙂

 

Please follow and like us:
error